Moje subiektywne podsumowanie połowy roku.

Kilka dni temu minęła połowa roku. Czas więc na małe podsumowanie. Jestem zadowolony z tego ile razy udało mi się zagrać. Dwadzieścia sześć razy zasiadałem do czternastu gier planszowych, trzydzieści siedem razy miałem przyjemność grać w dwanaście różnych systemów RPG. Daje to razem 63 rozgrywki w 26 różnych tytułów na 181 dni. Czyli uśredniając grałem raz na trzy dni. Oczywiście daleko mi do niektórych rekordzistów ale jak na moje możliwości uważam to za bardzo dobry wynik.

Poniżej zamieszczam moje subiektywne opinie na temat każdej gry.

GRY FABULARNE

37 sesji /12 systemów

RPGi zdominowały pierwszą połowę roku. O ile teraz z współgraczami nie było kłopotu to niestety trafiło się kilka systemów do których nie mam zamiaru już wracać (Albedo, BoL, Smallville RPG). Ale jest też kilka do których będę wracał na pewno (Burning Wheel, Dogs in the Vineyard, FATE 3)

Albedo (1+1p)

Albedo znam jeszcze z recenzji w Magii i Mieczu. W tym roku miałem okazję zagrać w jego nowszą wersję. Niestety gra oprócz ciekawego tworzenia postaci i zasad walki nie posiada nic więcej. Zapomniano o takim szczególe jak rekonesans czyli zasady pokonywania terenu. Do tego gra nie do końca wspiera to co można było przeczytać w komiksach.

Za to z pozytywnych rzeczy to oprócz settingu spodobało mi się to że na starcie każdy z graczy zaczyna z małym oddziałem.

Beast of Limfjord (3)

BoL to nawet ciekawa gra. Gracze wcielają się w wikingów (pregenerowane postacie) chcących pokonać tytułową bestię. Załączone do systemu postacie są bardzo ciekawe. Pełne jasnych drogowskazów skłaniających graczy do konfliktowania się. Wódz, który przyjął chrześcijaństwo tylko dla zasady. Jego córka, starająca się pokazać że jest lepsza od mężczyzn. Kapłan krzewiący wiarę w jedynego Boga. Młody wiking starający się o względy córki wodza. Niestety już w pierwszych 10 minutach pokazała nam swoje braki. Pomimo tak ciekawych postaci brak tam jakichkolwiek zasad regulujących potyczki między postaciami graczy. Czy to dysputy czy to pojedynki sprawnościowe na walkach kończąc. Jak dla mnie to ogromne zaniedbanie gdyż tak ciekawe postacie aż się proszą o to by się ciągle spierały między sobą. A system by na tym ogromnie zyskał.

Burning Wheel (1p)

Bardzo lubię Płonące Koło. Moim zdaniem ten system z nawiązką zwraca wysiłek włożony w jego poznanie. Tym bardziej szkoda mi że po jednym spotkaniu poświęconym na ustalenie settingu nic więcej z tego nie wynikło. Ale przynajmniej mam teraz gotową przygodę oraz wypalone postacie. Jakby ktoś był chętny zagrać.

Dogs in the Vineyard: Albedo (4)

Po nieudanej próbie z Albedo, Łukasz zaproponował by spróbować zagrać futrzastymi żołnierzami EDF’u jeszcze raz. Tym razem na mechanice DitV. Trochę się na początku obawiałem jak wyjdzie zmiana Świątobliwych rewolwerowców na futrzastych żołnierzy prowadzących walki w kosmosie i wielu planetach znanego wszechświata. Okazało się że nie ma się czego bać gdyż kampania była bardzo dobra. Mój komandos nie miał nawet szansy oddać choć jednego strzału ale nie znaczyło to że działo się niewiele. Nie myślałem że ta gra może tak mocno kopać. Jak na razie to najlepsza kampania w tym roku. Na pewno do DitV będę chciał wracać.

Dresden Files (8+1p)

Kolejna mocna kampania. Od tworzenia miasta do zakończenia sezonu. Co prawda zdarzało się parę niejasności (zgadywanie aspektów) ale udało się nam ustalić klaryfikację zasad i później gra potoczyła się szybko. Dużo akcji, dużo ciekawych sytuacji i trudnych decyzji. Po szczegóły odsyłam na blog Zuhara u którego miałem przyjemność grać.

Oko Yrrehedesa (2)

Retro w najczystszej formie. To co mnie uderzyło to fakt że w tej grze najwięcej zabawy mieliśmy z ekwipunkiem. To on zastępował nam brak umiejętności i skomplikowanych zasad. Do tego dokładne liczenie strzał, pochodni, racji żywnościowych, rysowanie mapki przez graczy sprawiało mi więcej frajdy niż wcześniej myślałem. Każdy nasz krok w podziemiach był analizowany, każde miejsce dokładnie przeszukiwane.

Bardzo było mi miło po tych kilkunastu latach odświeżyć sobie ten system. Ciekawe ile teraz zajęła by nam Rzeka Śmierci.

Pathfinder (4)

Zaczęliśmy kampanię Kingmaker. Pathfinder jest ciekawym systemem. Pomagało to że wszyscy mieliśmy dostęp do zasad i bardzo szybko udawało się nam wyjaśniać wszystkie niejasności. Niestety to gra dość powolna. Na cztery rozegrane sesje udało nam się przeprowadzić dwie potyczki i zwiedziliśmy niewielki obszar mapy.

Moim zdaniem Pathfinder to idealna gra na długie kampanie rozgrywane co tydzień przez rok. Walki (obowiązkowo z figurkami i planami) przetykane czystym odgrywaniem z elementami eksploracji świata oraz zarządzaniem ekwipunkiem. Minusem jak dla mnie jest czas jaki MG musi poświęcić na przygotowania kampanii czy to tworząc własną czy też używając gotowych przygód. Jeśli kiedyś będę miał dużo czasu na spokojną kampanię pełną walk i planowania to z chęcią sięgnę po Pathfindera.

Smallville RPG (6) 4 w tym roku

Tu nie będę się rozpisywał gdyż o systemie pisałem już w podsumowaniu 2010 roku do którego odsyłam do tamtego wpisu.

TAG (5)

Ta gra jest ciężka. Niby proste zasady a jednak wymagają od graczy dużego skupienia oraz zwracania uwagi na wypowiadane słowa. Niemniej to ciekawa gra.

Universalis (1)

Jedna sesja to za mało by dużo pisać o systemie. Ale po tym jednym spotkaniu wiem że chętnie bym spróbował więcej.

WFRP 2ed. (2) 1 w tym roku

Niestety kolejna kampania umarła zanim na dobre się rozpoczęła. A zapowiadała się ciekawie. Choć nie mogłem się oprzeć przekładaniu w myślach tego co się działo na mechanikę Burning Wheel. WFRP na BW. To byłoby bardzo ciekawe.

Lamentations of Flame Princess (1)

Skoro ostatnio taka moda na retroklony nie mogło zabraknąć jednego w moim zestawieniu. Na razie powstrzymam się od opinii gdyż za mną dopiero jedna sesja a w niedalekiej przyszłości planowane są następne. Na razie podoba mi się choć moja postać jest na granicy śmierci i nie wiadomo czy na następnej sesji nie będę tworzył nowej. Niemniej sama rozgrywka jak i zasady podobają mi się. A wrażenia? O tym opowiem w podsumowaniu kończącym rok 2011.

GRY PLANSZOWE

26 rozgrywek / 14 gier

Większość tytułów podanych poniżej poznałem dzięki uprzejmości Błażeja (Pozdrawiam!). Odwrotnie niż w przypadku gier fabularnych miałem to szczęście że trafiały mi się same dobre tytuły do których z chęcią będę wracał (nawet pomimo niewielkich ich wad).

DUNE (2)

Klasyka. Ale pomimo swojego wieku gra jest strasznie wciągająca. Zasady są proste ale dają równocześnie tak wiele interakcji i możliwości działania że aż się zdziwiłem. Do tego na BGG można znaleźć bardzo ciekawe projekty fanowskie do zrobienia własnoręcznie. Ta gra naprawdę zasługuje na miano kultowej. Jedyne minusy które dostrzegam są trzy: długi czas rozgrywki (choć podczas gry tego nie czuć), im więcej graczy tym lepiej (a niekiedy ciężko znaleźć kilku chętnych), sojusze zaburzają trochę balans gry.

Ale pomimo tych niedogodności szczerze polecam. To naprawdę DOBRA GRA.

Carcassonne (7)

Carcassonne lubię za to, że wymaga myślenia i kombinowania, ale równocześnie pozwala na spokojną rozmowę podczas rozgrywki. Dlatego tak często gramy w tą grę.

Carcassonne: Łowcy i Zbieracze (2)

Ciekawa wariacja Carcassonne. Tak podobna a równocześnie punktacja się na tyle różni że nie ma się wrażenia grania w taką samą grę z innymi obrazkami. Polecam.

Alien Frontiers (3)

Ciekawa i szybka gra opierająca się na kościach. Pomimo abstrakcyjnych zasad bardzo klimatyczna. Polecam.

Castle Ravenloft (2)

To nie jest gra przygodowa. Trochę abstrakcyjne zasady jednak dobrze spełniają swoją rolę. A rozgrywka jest ciekawa i nie nuży.

Rallyman (1)

Wyścigi samochodowe. W założeniach gra przypominała mi trochę stareńką grę Grand Prix. Autor sprawnie połączył tu planowanie z elementami losowymi, do tego mechanika wspaniale współgra z tematem.

Troyes (2)

Kolejna po Alien Frontiers abstrakcyjna gra kościana. Początkowo grafiki trochę mnie odrzucały ale potem doceniłem taką formę. Sama zabawa mocno taktyczna pomimo losowości (czy wspominałem już że to gra kościana), dodatkowo na plus muszę zaliczyć to że jest tyle dróg osiągnięcia zwycięstwa.

London (1)

Karcianka z planszą🙂 Na początku strasznie trudno mi było wyczuć mechanikę oraz klimat tej gry, jednak po jakimś czasie zacząłem dostrzegać możliwe strategie i opcje. Gra zmusza do myślenia, przeliczania swoich zasobów oraz kombinowania. Co prawda jak w poprzednich grach nie wiem jak duże ma ona replayability ale grało mi się naprawdę świetnie pomimo że jak zazwyczaj przegrałem.

Navegador (1)

Grając w tą grę nie mogłem oprzeć się wrażeniu Daja Vu. Navegador skojarzył mi się z stareńkim Star Traderem (czyli Gwiezdnym Kupcem). Niby każdy gra sobie sam ale zmieniająca się sytuacja wpływa na innych graczy, do tego szybkie tury nie pozwalały na nudę podczas czekania na ruch.

Calyus (1)

Gra legenda. Mocno abstrakcyjna planszówka o budowaniu zamku, a właściwie o powstawaniu miasta i zamku. Wiele opcji sprawiło mi na początku ale podczas rozgrywki dostrzegłem że jest to siła tej gry (przynajmniej tak uważam po jednej partii).

Piramidki: World War 5 (1)

Czarny koń tego zestawienia. Nie spodziewałem się by kolorowe piramidki mogły dostarczyć tylu emocji oraz tak wiele zabawy. Zawiązywane i łamane sojusze, ataki na tyły, wojna totalna. Ta prosta gra pokazuje że nie trzeba kilogramów żetonów, figurek i innych elementów by gra była ciekawa.

Twilight Imperium 3 (1)

Niestety TI3 trochę mnie rozczarował. To nadal piekielnie dobra gra, jednak zdarzały się przestoje oraz pojawił się efekt śnieżnej kuli (kilka rund przed końcem gry wiedziałem że nie mam już co liczyć na wygraną a mogę jedynie zdecydować o zwycięstwie jednej ze stron). Ale nadal z chęcią zagrałbym w TI3 jeszcze kilka razy. Bo do gry siadałem z innymi oczekiwaniami. Teraz wiem już jak wygląda rozgrywka i mógłbym znowu zawalczyć o władzę w galaktyce. Niestety raczej nieprędko uda mi się w nią ponownie zagrać.

Sid Meyers Civilization (1)

Najnowsza gra cywilizacyjna. Bliska swojemu komputerowemu oryginałowi. I chyba to jest jej wada. Choć gra ma wiele opcji zwycięstwa widzę że pewne sposoby można osiągnąć szybciej niż inne.

Touch of Evil (1)

Tak powinna wyglądać planszowa gra przygodowa. Niech się schowają Talismay, Runeboundy czy World of Warcraft. ToE nie zwalnia ani na moment, tury są szybkie, na planszy dużo się dzieje. Postacie graczy oraz mieszkańcy miasteczka są ciekawi, wydarzenia działają na wyobraźnię. Nawet fakt że zamiast grafik (jak w większości gier) tu mamy zdjęcia uważam za dodatkowy atut. Jeśli ktoś chciałby stworzyć własną grę przygodową powinien brać przykład z Touch of Evil.

PODSUMOWANIE

Już teraz zagrałem w więcej różnych gier fabularnych niż przez cały poprzedni rok. Cieszy mnie to że poznaję wciąż nowe systemy oraz gry planszowe. Jeśli Świat się wcześniej nie skończy, następne podsumowanie w styczniu 2012 roku.

One thought on “Moje subiektywne podsumowanie połowy roku.

  1. Z racji tego, że planszówki (w większości) grane były ze mną, dorzucę swoje trzy grosze.

    Cywilizacja – to, że do pewnego rodzaju zwycięstw można dojść szybciej to wrażenie silne, ale w dużej mierze pozorne. Wiem o tym, bo mam już kilka rozgrywek za pasem i chociaż w pierwszym momencie wiele osób uważa, że najłatwiej wygrać na technologiach, to jednak koncentracja na militariach lub nawet kulturze (która wydaje się być najtrudniejszym sposobem wygrania) przynosi zaskakująco dobre efekty. Wpierw jednak trzeba się zdecydować na drogę zwycięstwa i… pozbyć ciężkiego do odrzucenia nawyku wynajdywania jednej technologii na turę.

    Castle Ravenloft (oraz Wrath of Ashardalon) – fakt, to nie jest gra przygodowa. W gruncie rzeczy nie jest to nawet dungeon crawl. To gra kooperacyjna stylizowana na grę o lochach. Dlatego ci, którzy spodziewali się skróconej odpowiedzi na Descenta, czują się zawiedzeni. Nie zmienia to jednak faktu, że w kategorii gier co-op, obie gry sprawdzają się naprawdę fajnie.

    Caylus – gra legenda, która jest bardziej sucha niż piaski Diuny.

    Touch of Evil – no, fakt, ta gra w kategorii przygodówek i u mnie prowadzi. Na przód wysforowała się dzięki temu, że każda tura pozwala nam podejmować decyzje – i zwykle wykraczają one poza „równiny albo pola”. Nadal uważam, że pokonuje ją Middle-Earth Quest, ale wiem, że niektórym może nie spodobać się to, że w MEQ-u ktoś musi grać „tym złym”, żeby bohaterowie mogli sobie pohasać.

    Ech, jak wreszcie zjadę do domu, to mam nadzieję, że odświeżymy sobie co nieco z powyższej listy, a i dorzucimy coś nowego. Ciekawe, czy zdanie na temat niektórych tytułów Ci się zmieni😉

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s